#ciekawostkihistoryczne…

#ciekawostkihistoryczne #historia #ekonomia #usa #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu (albo #grupazanizaniapoziomu zależnie od poglądów)

Amerykańscy osadnicy zasiedlający zachodnie obszary Ameryki Północnej, połowa XIX wieku.

Pewien wybitny myśliciel powiedział kiedyś: „bogactwo nie bierze się z dotacji, ale z ziemi otrzymanej za darmo od rządu”.
W połowie XIX wieku we wschodniej części Ameryki Północnej funkcjonowało młode dynamiczne państwo, podczas gdy zachodnia część kontynentu pozostawała niezasiedlona. Jasne, od pokoleń żyli tam jacyś ludzie, ale nie wnikajmy zbytnio w szczegóły. W końcu to byli tylko Indianie(・へ・). Rząd i różnorodne stowarzyszenia zachęcały obywateli do kolonizowania nowych terenów, jakże bogatych w zasoby i ziemie uprawne.
„Idź na Zachód, młody człowieku” – głosił slogan – „i dorastaj wraz z naszym krajem”.
Aby zrozumieć powody, które skłaniały ludzi do opuszczania wygodnych miast i udawania się w nieznane musimy poznać ówczesną mentalność. Dla wielu praca w fabryce nie była spełnieniem amerykańskiego snu, lecz jego zaprzeczeniem. Postrzegali się jako trybiki w zegarze – to pracodawca decydował kiedy zaczynają i kończą pracę, co i w jaki sposób wytwarzają oraz za ile sprzedawane są owoce ich pracy. W opinii szerokiego grona stan taki był niemoralny i sprzeczny z ludzką naturą. Liczni plantatorzy z południa szczerze uważali, iż ich niewolnicy są w lepszej sytuacji od robotników z północy, ponieważ nie zostaną z dnia na dzień bezrobotni i pozbawieni środków do życia. Cykliczne kryzysy i redukcja etatów wskutek coraz szerszego stosowania maszyn utrwalały ten pogląd. Nie bez powodu ludzie z południa byli bardziej konserwatywny od tych z północy – woleli stabilne źródło utrzymania z roli od niepewnej pracy w fabrykach, nawet jeśli przez to mieli mniej dóbr materialnych.
Cóż więc mieli robić ludzie, którzy nie chcieli pracować w fabryce? Nie mogli założyć własnego warsztatu, ponieważ ten rodzaj działalności został wyparty przez o wiele bardziej efektywną masową produkcję. Nie mogli także zbudować własnej fabryki, ponieważ nie posiadali kapitału. Nie czarujmy się – dorobienie się od podstaw było dla większości ludzi nieosiągalne, ponieważ wymagało wyjątkowej zaradności i szczęścia.
Jaka alternatywna pozostawała więc dla przeciętnego człowieka? Udać się na zachód właśnie! I tak też wielu zrobiło.
Przełomowym momentem w rozwoju osadnictwa było wydanie w 1862 roku Ustawy o gospodarstwach domowych, zgodnie z którą osadnicy mieli prawo otrzymać ziemię za symboliczną kwotę. Dzięki temu miliony osób uzyskało własną ziemię. Oprócz tego znaczne połacie terenu zostały skolonizowane niezależnie od tego programu.
Naturalnie, uprawa jej ziemi wymagała pracy, lecz przeciętny wieśniak (albo jak kto woli farmer – to brzmi dumniej!) dysponował o wiele większym polem niż jego odpowiednik w Europie, więc nie musiał tak bardzo dbać o uzyskanie jak największych zbiorów z 1 hektara. Ponadto miał dostęp do najnowocześniejszych amerykańskich maszyn rolniczych. Podkreślam – „amerykańskich” – bo towary zza granicy były bardziej kosztowne z powodu ceł protekcyjnych.
Po odkryciu ropy naftowej i wzroście jej znaczenia na przełomie wieków nawet praca na roli stała się zbędna. Farmer mógł podpisać kontrakt z firmą na wydobycie ropy naftowej i czerpać z tego zyski.

Tak wiec moi drodzy mam nadzieję, że ten tekst napełnił Was optymizmem. Jak widzicie nie trzeba być nadzwyczaj zdolnym, mądrym, pracowitym, zaradnym czy też przebiegłym, aby godnie żyć. Większość z tych osadników też była przeciętnymi ludźmi, a patrzcie jaki dobrobyt osiągnęli własnymi rękami! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

A tak serio, jeśli ktoś uważa, że rozwiązaniem wszystkich problemów jest kapitalizm niczym w XIX-wiecznej Ameryce to nie wie o czym mówi – dąży do ideału, którego nigdy nie było. Nadawanie ziemi przez rząd, cła protekcyjne czy też niewolnictwo – XIX-wieczne Stany Zjednoczone zdecydowanie nie spełniają „wzniosłych’ kapitalistycznych standardów.

Źródło: https://www.nps.gov/