#historiaiwojskowosc

Perfekcyjna rodzina – okładka magazynu dla kobiet Nationalsozialistische Frauenwarte, wydawanego przez Frauenschaft, lata ’30 XX wieku.

A dziś będzie długi wpis, albowiem nie chcę go rozbijać na serię. I chciałbym też powoli oddalić się od ekonomii z powrotem na grunt konfliktów zbrojnych. Mimo wszystko uważam ten wpis za ważny i potrzebny, a zrodził się on w mojej głowie już lekką ręką z trzy miesiące temu. W wolnych chwilach wolałem jednak zrobić co nieco researchu.

Otóż ponownie na grupkach fejsbukowych, które prowadzę czy na których się udzielam, obok standardowego tematu Pinocheta, co jakiś czas wybucha dyskusja zapoczątkowana przez mości Kurwina, a konkretniej: czy Malarz był lewakiem? Albo jeszcze konkretniej: czy Malarz był socjalistą?

Tutaj wyjaśnienie – będę naprzemiennie używać określenia Malarz albo Grofaz, rzeczywiste imię i nazwisko Sami Wiemy Kogo nie pojawi się w tym wpisie. Dlaczego? A dlatego, że jeżeli wpis nie spodoba się fejsbuczkowi to fejsbuczek lubi banować za promowanie nazizmu poprzez samo używanie tego imienia w innym kontekście niż jednoznacznie, hardo pejoratywnym

Nie przedłużając (choć zaraz będzie analogia) – do dzieła.

CZY MALARZ BYŁ SOCJALISTĄ? – KRÓTKIE ROZWAŻANIA O LEWICOWOŚCI III RZESZY I JEJ PROGRAMACH SPOŁECZNYCH

Generalnie żeby być zupełnie precyzyjnym, trzeba zauważyć kilka rzeczy. Ówcześni socjaliści czy komuniści byli zupełnie odmienni od dzisiejszych wszelakich SJW (social justice warriors) czy tzw. komunistów sojowych, jakimi są na przykład przedstawiciele Partii Razem w Polsce. Wobec tego to pojęcie słusznie pozostaje na ten moment nieco rozmyte, a samemu do zakwalifikowania osoby do grona socjalistów/komunistów używam zupełnie innych kryteriów niż klasycznie wypracowanych w I połowie XX wieku. Zwłaszcza nieaktualna jest klasyfikacja komunistów w oparciu o legendarny argument uspołecznienia środków produkcji. Zwykle ktoś broni się tym, że nie jest komunistą właśnie w oparciu o ten argument – nie chce uspołecznienia fabryk. Nad tym kryterium pozwolę się stricte w tym wpisie nie rozwodzić, bo byłby częściowo nie na temat.

Należy jednak zwrócić uwagę, że dla zaistnienia socjalizmu liczy się przede wszystkim polityka mająca na celu wykorzystywanie (tudzież systematyczne niszczenie) klasy bogatej oraz roszczeniowa postawa, nakazująca objąć konkretne osoby czy grupy społeczne opieką – koniecznie funkcjonującą z ramienia państwa – niezależnie od rzeczywistego wkładu tych osób/grup w proces bogacenia się ich społeczeństwa.

A teraz czas na wspomnianą analogię. Jak wiemy, w czasie drugiej wojny światowej „siły zbrojne” (nie bez powodu z cudzysłowie) Rzeszy podzielone były zasadniczo na dwa rywalizujące ze sobą piony: Wehrmacht oraz walcząca część SS, będącej przybudówką NSDAP, czyli Waffen SS. Piony te ze sobą rywalizowały, nie darzyły się znaczną sympatią i podlegały innym podmiotom: Wehrmacht głowie państwa, podczas gdy SS strukturom NSDAP. Na marginesie podobnie było pod koniec wojny z Volkssturmem. Volkssturm był strukturą NSDAP, rodzajem bojówki partyjnej – bo zasadnicze siły pospolitego ruszenia podległe Wehrmachtowi zwały się Landsturmen i funkcjonowały mniej więcej od XVIII wieku.

Lecz jednak ,gdy przychodzi co do czego, postrzegamy działania zarówno WH jak SS jako działania kierowane niemieckim aparatem państwowym (bo Malarz uosabiał głowę państwa oraz najwyższy ideał NSDAP), za które Niemcy jako państwo ponosi odpowiedzialność, zwłaszcza za konkretne popełnione zbrodnie, choć w większości tych przypadków zbrodnie popełniano w ramach struktur partyjnych bardziej niż państwowych. Inaczej musielibyśmy rzeczywiście dzielić Niemców na Niemców i nazistów – a tego byśmy nie chcieli, bo często przeprowadzenie tego podziału jest niemożliwe.

I stąd też taki uproszczony podział funkcjonuje wśród nas i nie bez powodu obrusza się, że naziści to z kosmosu się nie wzięli.

A teraz… a teraz co jeśli podobne kryterium – nieoddzielania aktywności partyjnej od państwowej – przyjmiemy w ocenie programów socjalnych w Rzeszy? Bo tu robi się już ciekawie.

Robi się o tyle ciekawie, że wygląda na to, że NSDAP – Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Pracy – robiła dużo więcej niż nawiązywała do socjalizmu tylko po to (jak to lubią podnosić ludzie po lewej stronie), by „zmylić robotników i oderwać ich od PRAWDZIWEGO ruchu robotniczego” 😀

Cofnijmy się do 1920 roku. Niemcy są w ruinie. Akurat niedawno rozwalono terrorystkę Różę Luksemburg i przynajmniej bomby nie wybuchają już na ulicach, lecz absolutnie w 1920 roku Niemcem być nie chcecie. Spośród wielu partii wszelakich w lutym tego roku ukonstytuowała się w Monachium NSDAP – wcześniej po prostu DAP (Deutches Arbeitspartei – Niemiecka Partia Pracy). Na tymże konwencie, gdzie przyjęto nazwę NSDAP, Grofaz ogłosił także tzw. 25-punktowy Program Partii. Nie będę całego programu przytaczać, choć jest krótki, konkretny i był konsekwentnie w latach ’30 realizowany (np. że Żydzi nie mogą mieć obywatelstwa). Przytoczmy za to niektóre punkty:
Pkt. 7: Żądamy, by Państwo w pierwszej kolejności zajęło się zapewnianiem możliwości godnego życia wszystkich swoich obywateli. Jeżeli nie jest możliwym wyżywienie całej populacji Państwa, wtedy nie-obywatele muszą być z Rzeszy wykluczeni.
Pkt. 10: Pierwszym obowiązkiem każdego obywatela jest produktywna praca umysłowa lub fizyczna. Aktywność jednostki nie może stać w sprzeczności z interesem ogółu, lecz musi odbywać się w ramach ram zapewniających dostatek ogółowi. Tym samym żądamy:
Pkt. 11: Zmiesienia wszelkich „dochodów bezwysiłkowych”*. Zakończenia niewolnictwa wynikającego z długów.
* – nie jestem pewny czy ktoś w Polsce przełożył to określenie. Chodzi o takie dochody, które uzyskuje się bez włożenia w nie ekwiwalentu pracy (przynajmniej wg. lewicy) – na przykład dochody z czynszów najmu czy z tytułu dziedziczenia.
Pkt. 13: Żądamy nacjonalizacji wszelkich biznesó prywatnych funkcjonujących w formie spółek i trustów.
Pkt. 14: Żądamy, by wszelkie profity uzyskiwane z tytułu handlu były dzielone.
Pkt. 15: Żądamy znacznej rozbudowy systemu emerytalnego i rentowego.
Potem jest co nieco o reformie rolnej, komunalizacji terenów biurowych, takie pierdółki. A potem:
Pkt. 19: Żądamy poddania się przez Państwo niemieckiemu prawu o źródle ludowym (niem. gemein-Recht, tak by nie-prawnicy zrozumieli ;)) w miejsce obowiązującego prawa rzymskiego, a służącemu jedynie materialistycznemu porządkowi świata.
Pkt. 21: Obowiązkiem Państwa jest dbać o wzrost poziomu zdrowia poprzez objęcie szczególnej ochrony matek oraz dzieci, kryminalizację pracy wykonywanej przez dzieci, nakłaniania do aktywności fizycznej (…) (potem jest o sporcie)

Brzmi to jakoś bardzo kapitalistycznie? Bo jak na moje to tak 2/10 bym powiedział.

Czy na tym argument się kończy? Nie no, nigdy. On tu się dopiero zaczyna :V

Przejdźmy do konkretów związanych z samą Rzeszą. Mniej więcej w roku 1935, gdy władza NSDAP była już silna, ustawiona i pewna, według licznych przedstawicieli lewicy państwo niemieckie nie prowadziło szeroko zakrojonej pomocy osobom potrzebującym, ludziom starym, chorym czy w inny sposób niezdolnym do pracy, choćby kosztem klasy średniej i osób bogatych.

No, trochę mają rację. Nie prowadziło. Bo od 1934 roku środki budżetowe były przekazywane podmiotowi quasi-prywatnemu, jakim była NSDAP. I to PARTIA, a nie PAŃSTWO, prowadziła w Rzeszy programy socjalne

A jak one wyglądały? Zaczęło się normalnie, charytatywnie, akcją Winterhilfswerk, czy też tzw. pomocy zimowej. W ramach tej akcji wolontariusze NSDAP (często młodzieżowego skrzydła, Hitlerjugend i Jungmadelbunde) stali sobie na dworze z puszkami i zbierali datki od ludzi w zamian za naklejki oznaczające, że ktoś udzielił pomocy. Tak – koncept w ten sposób prowadzonej akcji charytatywnej organizowany jest w Polsce na początku stycznia, akurat jesteśmy w terminie.

Ale nie o Wintehilfswerk będę więcej pisał – temat jest znany powszechnie i omówiony, choćby przez WW2 w Kolorze.

Już w 1933 NSDAP poczęła wchłanianie większych organizacji charytatywnych w Niemczech. Od początku 1934 roku nielegalne było w Rzeszy tworzenie organizacji i funduszów poza strukturami NSDAP, do czego oczywiście było potrzebne członkostwo w tejże.

W tym samym czasie NSDAP utworzyło dwie zasadnicze, funkcjonujące do 1945 roku, instytucje zajmujące się programami socjalnymi.

Pierwsza z nich, DAF, czy też Deutches Arbeitsfront (Niemiecki Front Pracy), zajmowała się świadczeniami na rzecz niemieckich robotników. Tak – robotnicy w III Rzeszy uzyskali osobną organizacją jako najważniejsza ze wszystkich grup grupa społeczna. W 1945 roku DAF dobił do 22 milionów (!) członków organizowanych w przyzakładowe komórki. W ramach DAF robotnicy uzyskiwali m. in. darmową opiekę zdrowotną (całe placówki medyczne mogły należeć do tej organizacji, działała jak quasi-NFZ), pomoc rentową, a także organizacja ta wypłacała emerytury!

Tak, nie regulujcie odbiorników, to najprawdziwszy ZUS/NFZ, tylko że w strukturach partyjnych. Chciałeś korzystać? Oczywiście trzeba było należeć do Frontu, ale kto by do niego nie należał? Zwłaszcza, że członkostwo we Froncie niekoniecznie musiało oznaczać członkostwo w NSDAP.

Różnica pomiędzy pomocą socjalną świadczoną przez łaskawy ZUS zabierający ci pieniądze co miesiąc, byś może za 40 lat je ujrzał, a owym „nazistowskim ZUSem” było tylko to, że tym razem sterowała tobą partia, a nie państwo jako takie. Ot, jedno z totalitarnych założeń całkowitej kontroli. Bez członkostwa w DAF jako robotnik mogłeś generalnie pomarzyć o zatrudnieniu.

O finansowaniu rozpiszę się niżej, lecz DAF finansowała się – poza przekazywaniem środków państwowych i grabieży – ze składek członkowskich. Składki te uwzględniwszy obligatoryjny charakter tej instytucji (jak chciałeś mieć chorobowe i nie być prześladowany :V) wyglądały dokładnie tak samo jak pobór podatkowy 😀 Konkretniej można było składki odliczać od przekazów państwowych i funkcjonowały specjalne instytucje zajmujące się egzekucją tych składek (tak jak dziś w Polsce państwowe świadczenia egzekwowane są specjalną ustawą nadającą mu dalej idące prerogatywy niż zwykłym śmiertelnikom).

Druga z tych organizacji to NSV, czyli Nationalsozialistische Volkswohlfahrt, czy też jak kto woli, Narodowosocjalistyczna [Instytucja] Ludowego Dobrobytu (tłum. Autorskie: wohlfahrt oznacza tyle co angielskie welfare, nie mamy chyba tak krótkiego odpowiednika tego słowa). Organizacja ta była od 1933 ogólnokrajowa, podzielona na własne jednostki organizacyjne, tak jak dziś znów oddziały ZUS. Tak, ciągle porównuję do ZUSu, lecz chciałbym by było jasne jak kurewsko potężne były to twory, zastępujące instytucje państwowe.

W 1939 roku działania NSV obejmowały 17 milionów beneficjentów. Do tego funkcjonowały specjalne struktury zajmujące się np. biednymi dziećmi. Organizacja zapewniała m. in. emerytury i renty dla nie-robotników, zasiłki dla bezrobotnych i kalek, domy spokojnej starości oraz lokale socjalne, domy samotnej matki, pożyczki dla nowożeńców czy wreszcie także zapewniała ubezpieczenie zdrowotne. W późniejszym czasie NSV obejmowała także świadczenia wyrównawcze dla Volksdeutchów na terytoriach przyłączanych do Rzeszy.
Finansowanie NSV w 1941 roku – u szczytu potęgi nazistów – wyniosło 1,4 miliarda marek (reichsmarek). Marka w 1941 roku (przed wejściem USA do wojny) stała o wartości ok. 1 dolar = 2,5 marki. Oznacza to finansowanie na poziomie 560 milionów ówczesnych dolarów. Przy dzisiejszym przeliczniku jest to ekwiwalent ok. 10 miliardów dzisiejszych dolarów, czyli ok. ~35 miliardów złotych. Były to kwoty jak na tamte czasy kosmiczne.

A wyliczenia te nie obejmują jeszcze innych dedykowanych programów jak np. dofinansowania zakupu samochodów i wynalezionego w tym celu Garbusa.

Jako ciekawostkę to był program „Marka+” (ironizuję), gdzie matki dostawały świadczenia z tytułu urodzenia dziecka. W taki sposób świadczenia uzyskiwała moja prababcia po urodzeniu mojej babci, jako iż obie były obywatelkami Rzeszy. Zresztą prababcia do śmierci wspominała, że świadczenia PRLu były niczym przy opiekuńczości NSDAP, która jej zdaniem była bardziej socjalistyczna aniżeli najeźdźcy ze wschodu o czerwonej szmacie 

III Rzesza miała jeden z bardziej rozwiniętych programów socjalnych w dziejach ludzkości. Na masową skalę finansowano i podnoszono sztucznie poziom życia osób najuboższych zapewniając mieszkania, dotacje i zwolnienia podatkowe. Jak zawsze jednak system był podzielony: państwo świadczyło w ograniczonym zakresie, głównie w oparciu o resztki pruskiego systemu socjalnego z początku XX wieku, a gross zapewniała NSDAP. Musiałeś tylko należeć do Partii, a twoja rodzina dostawała co należało. Czy partie komunistyczne robiły w późniejszym czasie jakoś inaczej? Zapewne część Czytelników pamięta PRL i niejedne drzwi, jakie otwierała legitymacja :3

Oczywiście z pomocy wyłączone były osoby niepożądane. W socjalizmie nazywali się oni reakcjonistami czy też zwolennikami amerykańskiego imperializmu. W Rzeszy byli to głównie Żydzi, niektórzy chorzy i osoby ostentacyjnie uchylające się od roboty.

Tylko jak wiemy, państwo nie bardzo ma swoje pieniądze. Więc skąd Rzesza brała na to wszystko hajs?

Po pierwsze, oczywiście, podatki. Tutaj jest pewne zaskoczenie. Niemieckie podatki były zajebiście niskie (znowu Kurwin ma tu rację xd). Podatek dochodowy wynosił z zasady dla osób fizycznych 13,7%, dla firm więcej (ok. 20-25%). Dotyczy to głównie okresu przedwojennego, w toku wojny podatki rosły i mogły osiągnąć nawet 55% uzyskiwanego przez osobę fizyczną dochodu. Programami socjalnymi obejmowano co raz więcej osób, rosły też koszty wojny.

Dla przykładu, w 1938 roku ściągnięto w ramach opodatkowania ok. 18 miliardów reichsmarek. W 1942 roku ściągnięto już niemal 35 miliardów, czyli około dwa razy więcej. Jednocześnie po wybuchu wojny rozpoczęto oczywiście centralne sterowanie gospodarką, co odbiło się negatywnie na ekonomii, no bo ludzie zwykle mieli pieniądze, lecz nie mieli je na co wydawać. Szacowane oszczędności osób fizycznych wzrosły z ok. 6 miliardów marek w 1937 roku do ok. 42 miliardów w 1941 roku :V

Acz jak widać, opodatkowanie nie był głównym źródłem dochodu Rzeszy :3

A to dlatego, że Rzesza wyzionęłaby ducha. W sierpniu 1939 instytucje bankowe ostrzegały, że Niemcy to papierowy tygrys gospodarczy i do końca roku całe państwo może stać się niewypłacalne – nie tylko przez zbrojenia, ale też przez nierealne do pokrycia programy socjalne. Zresztą to na nich polecono Niemcom ciąć w pierwszej kolejności (albowiem wydatki wojskowe były też tajemnicą państwową).

Zbrojenia i działalność socjalną finansowano w oparciu o szereg obligacji emitowanych od 1933 roku, gdzie najpopularniejsze z nich były tzw. wekslami MEFO. O MEFO musiałbym zrobić jednakże osobny wpis. W każdym razie Niemcy wydawali pieniądze, których nie mieli, bo obligacje miały kosmiczną stopę zwrotu, a reklamowane były jako inwestycje niskiego ryzyka (!). Stąd masa Niemców je kupiła i zasiliła tragiczny budżet dawnego Weimaru.

Tylko, że państwo nie miało z czego im tych pieniędzy oddać :V

I tu wchodzi zabawna hipoteza. Moim zdaniem Niemcy poszliby nawalać się z Polską (tudzież kimś innym) nawet jeżeli Polska spełniłaby niemieckie żądania. Dlaczego? Bo Niemcy – a o tym dużo się nie mówi – mogły albo iść na wojnę i rozwalić gospodarkę Europy, uwalniając się tym samym z zadłużenia, lub przyjąć na twarz upadek całej swojej przeciążonej gospodarki.

Poza wekslami w pierwszej kolejności finansowano programy grabiąc oczywiście mienie Żydów. Po drodze też komunistów, ale jak to komuniści, za dużo nie mieli. A potem – i o tym już wiemy – Niemcy utrzymywali się z masowej grabieży wszystkiego co wartościowe z terenów przez siebie okupowanych. Do tego na obywateli innych państw okupowanych nałożono podatek dochodowy w wysokości 60% (!), a służący jedynie pańszczyźnianemu utrzymaniu całej machiny. Naturalnie od 1939 roku w górę na rzecz DAF pracowali też setkami tysięcy niewolnicy (robotnicy przymusowi) we wszelakich fabrykach, którzy rzecz jasna żadnych istotnych świadczeń nie obejmowali 

Innymi słowy – mocno socjalistyczny, opiekuńczy, i uzależniający od siebie byt jednostek nazistowski moloch utrzymywał się najpierw z nieistniejących pieniędzy, a potem niewolniczej pracy i grabieży ofiar całego reżimu.

I tu – przechodząc już w sumie do podsumowania – wracam do tego co rzekłem na początku. By funkcjonować jako twór socjalistyczny, nie jest konieczna majestatyczna kradzież fabryk. Wystarczy wybrać grupę, która ze względu na swoje cechy ma świadczyć grupie B, która tych cech z różnych względów nie ma, i w ten sposób wyrównywać dorobek tejże grupy. Wszystko to odbywa się oczywiście pod państwowym batem. Odpowiedzialność za jednostkę przejmuje bezwarunkowo państwo – jednostka nie musi ponosić ciężaru ryzyka związanego z własną egzystencją.

Bo solidaryzm społeczny – taki prawdziwy – jest wtedy, gdy dbasz o osoby słabsze/starsze/chore w ramach swojej społeczności, czując wobec tych osób rzeczywistą więź. Jeżeli robi to za ciebie Państwo, to nie ma to nic wspólnego z solidaryzmem – to mechanizm, który pozwala ci odwrócić głowę od czyjegoś cierpienia i zasłonić się majestatem państwa. Och, jakże wygodnie jest, gdy odpowiedzialność za twoje cnoty przejmuje bezimienny i bezosobowy kapitan :3

Rzesza być może nie kojarzy się jednoznacznie socjalistycznie. Przemawia za tym mocna narodowościowa retoryka, przemawia względnie niskie opodatkowanie, albowiem klasyczne kraje komunistyczne nie miały możliwości grabienia otaczających ich wspólnot na ostentacyjnie niewolniczej zasadzie (sprzedaż węgla Sowietom za bezcen to nie jest ten poziom).

Mimo wszystko system stworzony przez NSDAP wskazywał robotników jako priorytetową, uprzywilejowaną grupę społeczną i obłaskawiał ich świadczeniami z tytułu samej przynależności do tego stanu. System zawłaszczał etapowo całą działalność charytatywną, ostatecznie pozując jako obrońca uciśnionych. Osoby, którym przypisywano „zrobienie krzywdy biednym Niemcom” – odpowiednich po prostu ludzi bogatych w klasycznym socjalizmie – obciążono obowiązkami świadczenia, które czyniły z nich ludzi biednych, a z beneficjentów – ludzi bogatych, niezależnie od rzeczywiście wypracowywanej przez nich wartości.

I stąd też, jakkolwiek socjalizm NSDAP był bardzo specyficzny, tak skłaniałbym się, że wskazywanie Malarza wśród socjalistycznych zbrodniarzy nie jest szczególnie pozbawione sensu. Była to inna droga niż ta objęta przez Mao czy Pol Pota, ale nie była jakaś bardzo różna. Zawsze chodziło o to samo: odebrać tym, których fikcyjnie uważamy za źródło cierpienia (albo i nie tak fikcyjnie jak w przypadku ChRL) i dać naszym, w imię sprawiedliwości dziejowej.

Zmieniały się tylko słowa, a flaga Rzeszy nie miała sierpa i młota. Cel był jednakże jasny: ostateczne stworzenie quasi-bezklasowego, odpowiedzialnego za siebie w ramach instytucji partyjnych społeczeństwa produkcyjnego, a nazwę nosiło ono Volksgemeinschaft.

Volksgemeinschaft upadł w 1945 – no ciężko było wkurwić więcej świata niż zrobił to Grofaz. Ale w przyrodzie nic nie ginie!

Ograniczoną koncepcję przyjętą przez nazistów konsekwentnie już od lat ’20 realizowała biedna, neutralna Szwecja. A zwało się to społeczeństwo Folkhemmet i stanowi podwaliny pod dzisiejszą Szwecję dobrobytu. Dobrobytu okupionego setkami tysięcy (ok. 300 tysięcy) ofiar, o czym Szwedzi nie wspominają już tak chętnie ;c

Ale to już inna historia. Za to na pewno kiedyś się tu znajdzie :3

/MK

#historia #ekonomia #socjalizm #niemcy